Kiedy zimna Babia daje mnóstwo ciepła

_NATCHNIENIE
Nie zawsze dostajemy od życia, to czego byśmy chcieli…
Pamiętam, że to był długi, sobotni, samotny wieczór przed komputerem (właśnie dlatego, że nie dostałam tego czegoś od
życia)
Wszyscy znajomi gdzieś, każdy z kimś, a ja sama, nagle zobaczyłam wpis o wyprawie na Babią Górę z Fundacjią
4Kontynenty… CHCĘ!_Nie wiele myśląc, nie wiele wiedząc na temat grupy (w zasadzie nic nie wiedząc) szybki klik, że
biorę udział i… POSZŁO!Dopiero następnego dnia zaczął się odzywać zdrowy rozsądek:“dziewczyno, przecież ty nie
chodzisz po górach w zimie, tylko latem, jak to będzie, nie dasz rady, odwołaj…”
Ale wszelkie moje wątpliwości rozwiał pewien gość, który pisał co zabrać, jak się ubrać, jak przygotować, zapewniał, że
mogę mu zaufać co do tego wyjazdu, a że był to sam prezes 4K, no toż mu zaufałam…
Kolejnym moim problemem była kwestia dojazdu na miejsce spotkania w Krowiarkach…
I tu miła niespodzianka, bo okazało się, że wszystko sprawnie działa, ludzie potrafią się dogadać kto kogo zabiera, więc
i ja miałam zapewnione miejsce. Wreszcie nadszedł TEN dzień, lekki nerw, szalona ekscytacja, nowe mordki…Jadę z dwiema
Aśkami, strasznie fajne dziewczyny… Po drodze każda z nas dostaje wiadomości, każda od tej samej osoby… Pomyślałam,
że ten prezes to taki ciut nadopiekuńczy ;-) No, ale pewnie starszy, poważny, przynudnawy Pan. I zapewnie będzie smęcić
po drodze, ale wytrzymam ;-) W końcu dość tolerancyjna ze mnie bestia ;-)DOCIERAMY NA MIEJSCE
Ok 30 osób, a więc spora grupka ludzi czeka w zasadzie już tylko na nas, więc szybko podchodzimy, witamy się,
poznajemy… Hmmm… SZOK! Prezes nie jest starszym Panem, ale młodym, bo w moim wieku, sympatycznym blondynem, z
uśmiechem na facjacie… Pozytywnie ;-)NO TO RUSZAMY W GÓRĘ…
Pomimo tego, iż na dole zero śniegu, nasza trasa robi się coraz bielsza… Co jakiś czas zatrzymujemy się podziwiać
ośnieżone formacje drzewne, ja - jak to ja- zdążyłam po drodze wszystkich poznać, z każdym trochę porozmawiać…
Dopóki osłania nas las, jest całkiem ciepło, ale w momencie wyjścia na otwartą przestrzeń robi się bardzo zimno, wiatr
smaga po pyszczkach i nadciągnęła spora mgła, więc grupa musi być w miarę blisko siebie… Wreszcie docieramy na
szczyt.DIABLAK ZDOBYTY!
Jest pięknie, tymbardziej, że zrobiło nam się okienko pogodowe, więc kilka fotek i z uśmiechem idziemy do schroniska na
obiad… A, że droga prowadzi w dół, a warunki sprzyjają, szybko oceniając poziom bezpieczeństwa, klapnęłam na tyłek i
ziuuuu zjeżdżam… Innym również pomysł się spodobał, wiec mamy mega śmieszną zabawę do samego schroniska… Obiad,
uzupełnienie płynów, odpoczynek… RUSZAMY W DROGĘ POWROTNĄ
Co pewien czas zatrzymujemy się robiąc śmieszne zdjęcia, orzełki na śniegu, kreśląc różne napisy, rysunki… I właśnie
wtedy, taka skupiona nad tym śniegiem, kończąc swój śnieżny rysunek, nagle czuję, że moja twarz znalazła się w tym
mokrym, zimnym śniegu!NOSZ KURDE!
Co jest grane? Mój szok i niedowierzanie miały wielkie oczy. Ciekawe kto ma taaaakie pomysły?! Niezdarnie, bo jednak
jeszcze w lekkiej konsternacji, wygrzebuję się z zaspy, przecieram twarz, rozmazując tusz (pewnie wyglądam jak
Panda.Odwracam się i widzę uchachaną, zadziorną twarz prezesa… No tak, teraz już wiem, że Mariusz zdecydowanie nie
jest starszym, poważnym, przynudnawym Panem… I pewnie dłuuugo nie będzie… Co to to nie.
Resztę drogi do samego parkingu idziemy śpiewając góralskie i żeglarskie piosenki, śmiejąc się i rozmawiając…
Przez kolejne dwa dni miałam zakwasy na policzkach od tego naszego uśmiechu. Aż żal, że tak szybko wszystko się
skończyło…
CHOCIAŻ NIE!
Jednak nie wszystko… Wycieczka okazała się być początkiem czegoś wyjątkowego w moim życiu…Wyjazd dał nowych
pozytywnie zakręconych znajomych, dał mi wiarę w ludzi, w dobre serducha, dał przyjaźń jednej z Asiek, dał mi miłość do
wypraw w góry zimą.
Teraz wiem, że trzeba szukać sposobu a nie przyczyny…Że warto spróbować czegoś, czego nawet nie jesteśmy pewni…
Do zobaczyska na szlaku :)
Ewa