Majówka pod żaglami 2025 Majówka pod żaglami 2025 - “Fiku Miku po Bałtyku” , 8 edycja
Witaj na oficjalnej stronie Majówki Fundacji 4 Kontynenty 2025– Zaczynamy! Jak powiedział kiedyś Rabindranath Tagore: „Nie możesz przepłynąć morza stojąc na brzegu i wpatrując się w wodę”. Dlatego właśnie zapraszamy Cię do otwarcia się na nowe wyzwania i dołączenia do nas już dziś.
Każdy dzień na Majówce 2025to niepowtarzalna przygoda, spotkanie z równie pasjonującymi ludźmi jak Ty oraz możliwość poczucia wiatru we włosach i słyszenia szumu morza.
Majówka pod Żaglami 2024 za nami Majówka pod Żaglami 2024 i Fiku Miku po Bałtyku, 7. edycja, to wyjątkowe wydarzenia w naszym żeglarskim kalendarzu. Od lat próbowaliśmy dotrzeć na Bornholm podczas majówki. Neptun zawsze stawał na drodze, zmieniając nasze plany aż do 27 kwietnia 2024 rok
Oddajemy cumy ruszamy do Allinge Żeglarska majówka 2024 - Dokładnie o godzinie 15:00, 27 kwietnia, zbieramy się w Marinie Cesarskiej, Gdańsk, ulica Dokowa. Tego roku jednak, niezależnie od naszej winy, panuje lekki chaos.
Dodekanez rejs w Grecji 2024 Sail & Trekking Zapraszamy na przygodę w Grecji w 2024 roku - Rejs w Grecji 2024 Sail & Trekking! Przeżyj połączenie żeglugi i trekkingu, eksplorując malowniczy Archipelag Dodekanez. Odkryj uroki Dodekanezu, raj dla żeglarzy, podczas żeglarskich wypraw w Grecji.
Dodekanez po grecku to 12 wysp Dodekanez – po grecku znaczy „Dwanaście Wysp”, choć w rzeczywistości jest ich o wiele więcej, mniejszych i większych wysepek tego archipelagu.
Majówka pod żaglami 2024 Majówka pod żaglami 2024 - “Fiku Miku po Bałtyku” , 7 edycja
Witaj na oficjalnej stronie Majówki Fundacji 4 Kontynenty 2024– Zaczynamy! Jak powiedział kiedyś Rabindranath Tagore: „Nie możesz przepłynąć morza stojąc na brzegu i wpatrując się w wodę”. Dlatego właśnie zapraszamy Cię do otwarcia się na nowe wyzwania i dołączenia do nas już dziś.
Każdy dzień na Majówce 2024 to niepowtarzalna przygoda, spotkanie z równie pasjonującymi ludźmi jak Ty oraz możliwość poczucia wiatru we włosach i słyszenia szumu morza.
Zapraszamy do odkrycia niezwykłego miejsca, które staje się coraz bardziej popularne wśród miłośników żeglarstwa - Grecja 2024, Zatoka Sarońska. Ta urokliwa zatoka oferuje nie tylko spokojne wody do żeglowania, ale także mnóstwo atrakcji do zwiedzania.
Rejs w Grecji 2024, Zatoka Sarońska to niepowtarzalna okazja, by połączyć chill na wodzie z fascynującymi przygodami na lądzie. W okolicy znajduje się wiele malowniczych miejsc, które zachwycą miłośników natury i historii. Od antycznych ruin po urokliwe miasteczka, Zatoka Sarońska ma wiele do zaoferowania.
Listopadowe rejsy Nasze rejsy w listopadzie mają już swoją historię, przez pięć lat próbowaliśmy dopłynąć z Gdańska do Tallinna i wrócić. Zawsze na drodze stawał nam Neptun który zawracał nas do najbliższego protu i trzymał jak więźniów w porcie. Czasem oczekiwanie na łaskę Neptuna trwa kilka dni. Do Tallinna oczywiście udało się nam dopłynąć dopiero w październiku 2018 roku. Z pięciu jachtów które wystartowały z Gdańska dotarły tylko trzy. Mam nadzieję że w tym miejscu już każdy zrozumiał że nie jest to łatwy rejs do realizacji.
Rejs w Grecji po Morzu Jońskim zaczynamy na wyspie Leukada, która sama w sobie jest swoistym centrum aktywnego wypoczynku. Białe wybrzeże i turkusowa woda, duże klify i bardzo ciekawa przyroda. Wybrzeże jest usiane majestatycznymi górami, wodospadami, wąwozami oraz zatokami. Tej wyspie poświęcimy trochę więcej czasu z dwóch powodów: znajduje się na naszej mapie jako rozpoczęcie rejsu jak i w drodze powrotnej do mariny popłyniemy wzdłuż jej wybrzeża. Ciekawe punkty wyspy to: zamek Agia Mavra, klasztor Feneromani, Nidri, wodospady Domossari, Wąwoz Melissas z lasem Skaron oraz dla chętnych Sivota, która jest tak zwana imprezownią.
Z pamiętnika młodego żeglarza - kolejna garść opowieści z wyjątkowego rejsu.
Dnia 03.00 marca we wtorek wieczorem siedziałam w pociągu w drodze do domu. Przeglądając facebooka wpadło mi w oko pewne ogłoszenie „Propozycja tylko dla Pogoriantów, którzy chodzą po rejach w trudnych warunkach. Rejs Nicea - Gdynia non-stop. Wyjazd już w ten czwartek 5 marca.” Cudownie było by móc się stąd wyrwać na taki rejs, ale przecież szkoła, obowiązki, rodzice na pewno się nie zgodzą.
Obecna sytuacja jest dla wielu z nas bardzo frustrująca, można nawet powiedzieć, że wywołuje w nas uczucie bezsilności. Wielu z nas znalazło się w sytuacji bez wyjścia pozostając w swych domach na długie dni. Są jednak miejsca, gdzie trwają przygotowania do przyjęcia żeglarzy z całej Polski i świata. Takim miejscem jest Narodowe Centrum Żeglarstwa AWFiS w Gdańsku, które jest często dla nas pierwszą lub ostatnią mariną podczas rejsu. Pewnie chcecie wiedzieć, co się tam, nad brzegiem Zatoki Gdańskiej, dzieje?
Skipper, czyli szyper tak potocznie określamy kapitana, który dowodzi jednostka pływającą. W naszym przypadku jachtem żeglownym zwanym potocznie łódką. Jest dobrą wróżką i kompanem na dalsza część rejsu.
Skipper przede wszystkim kieruje łódką, która wyrusza z portu do określonej destynacji. Do zadań skippera należy bezpieczne przeprowadzenie jachtu z punktu A do B. Nie jest to łatwe zadanie. Zawsze trzeba się do niego dobrze przygotować. Właśnie od tego przygotowania zależy życie i bezpieczeństwo członków załogi.
To my tworzymy zespół Fundacji 4 Kontynenty Ekipa tworząca zespół Fundacji 4 Kontynenty to osoby pozytywnie zakręcone. Na co dzień pracujemy w prywatnych firmach. Jesteśmy lekarzami, managerami, nauczycielami, monterami, magazynierami, architektami, programistami, budowlańcami, instruktorami, kierowcami, czy logistykami. Swoje pasje realizujemy poprzez organizację różnych eventów Fundacji 4 Kontynenty, na które zapraszamy każdego chętnego i ciekawego świata oraz przygód. Chętnie dzielimy się swoim doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami. Nasze działania są całkowicie non profit, nikt z nas nie pobiera wynagrodzenia za działalność w Fundacji 4 Kontynenty.
Wiecie jak to jest z dobrymi przyjaciółmi, którzy razem już niejedną parę butów na szlakach schodzili. Nie trzeba wiele czasem wystarczy pół zdania. I tak też było tym razem. W ciągu godziny był gotowy plan a w ciągu kolejnych 12 godzin ekipa była skompletowana. A pomysł – na weekend góry. Nie byle jakie góry bo tak lubiane przez naszą fundację Alpy. Międzynarodowy Dzień Kobiet w Alpach – taką roboczą nazwę nadaliśmy temu cholernie pozytywnemu szalonemu pomysłowi.
W piątek 15 maja premier Królestwa Norwegi ogłosiła zamknięcie granic państwa dla ruchu turystycznego do dnia 20 sierpnia. Z tego tez powodu zmuszeni jesteśmy odwołać wyprawę I Love Norway 2020 Sail & Treking i przełożyć ją na 2021 rok. W zamian za wyprawę do Norwegii odbędą się rejsy po Morzu Bałtyckim w tych samych terminach co etapy Norweskie. Zapraszamy na rejsy po Bałtyku.
Dołącz do rejsu na pokładzie SY Ciri, wyrusz z nami na magiczną przygodę.
I Love Norway 2019 - Za koło podbiegunowe do bram Arktyki
29.06.2019 r. po całonocnej podróży, o godzinie 8:00 wylądowaliśmy na lotnisku w Bergen. Pozostał nam już tylko zajęczy skok tramwajem, by znaleźć się w porcie, gdzie czekała już na nas załoga poprzedniego etapu “I love Norway” i s/y Ciri, która na nadchodzące półtora tygodnia miała stać się naszym domem. Norwegia przywitała nas słoneczną pogodą na lądzie, jednak Szanowny Pan Neptun miał wobec nas nieco inne plany.
SY Ciri wśród fiordów –I Love Norway 2019 Porta Sailing Team. Rozpoczął się długi, bo prawie trzymiesięczny rejs jachtu Ciri po norweskich fiordach.
Wyruszyliśmy ze Szczecina 8 czerwca 2019 r., po drodze do Stavanger odwiedzając Kopenhagę, wyspę Anholt, Skagen i Flekkefjord. Był to pierwszy etap armatorski rejsu I love Norway 2019 zorganizowanego przez Fundację 4 Kontynenty.
Pierwsze godziny rejsu przebiegły spokojnie. Wiał niezbyt silny wiatr z kierunków wschodnich, bez wysiłku żeglowaliśmy wzdłuż niemieckiego wybrzeża Morza Bałtyckiego do pierwszego portu – Kopenhagi.
Fiku Miku po Bałtyku, czyli czwarta edycja największej majówki pod żaglami na Morzu Bałtyckim z Fundacją 4 Kontynenty dobiegła końca. W tym roku żeglarze popłynęli do Szwecji, by uczcić 100 lat relacji dyplomatycznych Szwecji i Polski.
W majówkowy rejs żeglarze wypłynęli 27 kwietnia z Górek Zachodnich. Rejs trwał siedem dni i zaczął się w Narodowym Centrum Żeglarstwa AWFiS. Tu na 63 żeglarzy z różnych rejonów Polski czekało osiem jachtów, sprawdzonych już w poprzednich rejsach Fundacji 4 Kontynenty.
Dokąd płynąć?
Planując rejs morski po raz pierwszy, należy wybrać akwen gwarantujący w miarę stabilną pogodę. Nic tak nie zniechęci do dalszych podróży po morzu jak stanie za kołem sterowym w strugach deszczu i zimnie. Akwen Morza Śródziemnego, Wyspy Kanaryjskie, Karaiby – z pewnością dostarczą nam niezapomnianych i ciepłych wrażeń. Pamiętajmy jednak, żeby wyznaczając termin rejsu wziąć pod uwagę lokalne wiatry występujące na danym akwenie w określonych porach roku. Sztorm nawet w najpiękniejszym egzotycznym porcie nie jest przyjemny.
Kapituła Śląskich Nagród Żeglarskich ogłosiła nominowanych w sześciu kategoriach. Nagrody zostaną ogłoszone podczas Gali Carbonów, która obędzie się w piątek, 29 marca wieczorem, podczas Festiwalu JachtFilm w Teatrze Ziemi Rybnickiej w Rybniku.
Celem nagród jest popularyzacja żeglarstwa i jego tradycji, uhonorowanie ważnych osiągnięć żeglarskich na Śląsku, kształtowanie i rozwijanie świadomości żeglarskiej i wyróżnienie dokonań w dziedzinie organizacji wydarzeń i wychowania wodnego dzieci i młodzieży.
Oto nominowani w poszczególnych kategoriach.
Kategoria I - Wyprawa/Rejs roku: • “Spitsbergen - Jan Mayen-Grenlandia-Islandia” - kpt.
Pierwsza cześć rejsu „I love Norway” była poświęcona żegludze z dziećmi, przy okazji po raz kolejny przekroczyliśmy koło podbiegunowe. Drugi etap rejsu to już żeglarstwo i trekking po Lofotach dwoma jachtami. Daniel Kitel drugi raz z nami wędrował po dalekiej północy i podzielił się swoimi wrażeniami. My ze swojej strony już zapraszamy na kolejną edycję i „Love Norway 2019” szczegóły już niedługo.
Nasz dwutygodniowy żeglarsko-trekkingowy etap w kierunku Lofotów zaczęliśmy w Bodø.
Wielka majówka 2018
W tym roku wybraliśmy się do Albańskiej Sarandy. Limbowa - Saranda 2018 PRODŻEKT
Limbowa - Saranda 2018 PRODŻEKT II
Czas na Albaniie wersja NO Profit autorski pomysł Krzysztofa
Wyjazd z Gdyni busem 8 osobowym, w czwartek 26 kwietnia, po pracy ok 15, przejazd A1 do Torunia, potem na południe do Bielska -Białej i Żywca, nocleg ok. 23, rano w piątek o 8 już w trasę , granica ze Słowacją w Korbielowie, potem wjazd na godzinę do Budapesztu, widok miasta z nad Dunaju ze wzgórza Cytadeli, węgierską autostradą pojechaliśmy do Serbii, wjazd na godzinę do, tętniącego nocnym życiem Belgradu, potem przejazd do Macedonii, nad ranem godzinne zwiedzanie niesamowitego Skopje, przejazd do Grecji gdzie super nowoczesną autostradą, omijająca stanowiska archeologiczne i mateczniki brunatnych niedźwiedzi, pędziliśmy do granicy z Albanią, tutaj dobre drogi się skończyły, a ostatni kawałek do Sarandy jest.
Już w piątkowe przedpołudnie w bazie noclegowej zagościła zjazdowa forpoczta w sporej liczbie kilkunastu osób. Wytęsknieni za górami – małymi grupkami - czym prędzej rzucili się na pobliskie wzniesienia, by eksplorować rejon Zvolena. Tym sposobem już w piątek idąc tamtejszymi ścieżkami najczęściej można było usłyszeć polską mowę :-)
Ale nie ma się co dziwić: wiosna w rozkwicie i znakomita pogoda tłumaczą w pełni to zjawisko. Do wieczora dotarli wszyscy, którzy mieli dotrzeć, stopniowo powiększając grono urzędujących przy stołach zjazdowiczów.
Kolejna przygoda za nami. Tym razem największą majówkę na akwenie Morza Bałtyckiego, organizowaną przez Fundację 4 Kontynenty, objął Honorowym Patronatem Pan Jacek Krupa, Marszałek Województwa Małopolskiego. Kolejny raz, promując żeglugę po akwenie Morza Bałtyckiego, popłynęliśmy na wschód. Osiem jachtów, ośmiu skiperów, osiem załóg, a każda mówiła „mój kapitan był najlepszy”.
Neptun był dla nas łaskawy i udało się zrealizować całą zaplanowaną trasę. Dopisaliśmy do historii Fundacji 4 Kontynenty kolejne 540 mil**i pierwsze 5 portów w programie „100 portów w 360 dni na 100 lecie odzyskania niepodległości przez Polskę”.
Po zeszłorocznym spotkaniu z krainą misia polarnego, gdzie żeglowaliśmy podziwiając wszystkie odcienie bieli i błękitu, w tym sezonie proponujemy krainy mieniące się zielenią.
Krajobrazy Dani, Norwegi, Szetlandów, Szkocji, nie mówiąc już o Irlandii, to przepiękne niziny i wzgórza pobarwione zielenią bujnych traw. Pod koniec lata wszechobecna zieleń zostaje przyprószona fioletem kwitnących wrzosów stając się prawdziwą ucztą dla oczu. W tym wspaniałym krajobrazie stworzonym przez naturę, możemy zobaczyć też niesamowite ruiny zamków pamiętających czasy Robin Hooda.
Sobotni poranek był mało zachęcający: zimno, chmurno i deszczowo. Ale postanowiliśmy zaryzykować i ruszyliśmy na szlak.
W planie było zdobycie Dumbiera od północnej strony, czyli najtrudniejszym wariantem: podejście na grań zielonym szlakiem z Lućków na Krupove sedlo. Dnem Sirokej Doliny szło się bardzo fajnie, ale na końcu drogi okazało się, że dalej szlak jest nieprzetarty. A śniegu po kolana……a nawet i inne organy ;-) No to trzeba byo rozpocząć zabawę w przecieranie.
Tulum. Niewielkie miasto, malowniczo położone na wybrzeżu Morza Karaibskiego. Aż pęka w szwach od nadmiaru turystów. Wszystkie rozsądne hostele już dawno zarezerwowane. Przez fakt, że na pobyt w tym raju jest taki popyt, oraz przez rozpoczęty od 01 marca słynny amerykański „spring break” ceny wywindowano nawet 2-3 krotnie. Jako rodowici krakowianie, z wężem rozmiarów anakondy w kieszeni , czujemy rozczarowanie i wielką złość. Ale nic to – trzeba zbadać te osławione atrakcje i na własnej skórze poznać, za co tyle trzeba tu płacić.
Kapituła Śląskich Nagród Żeglarskich Carbony 2018 ogłosiła nominowanych w sześciu kategoriach. Nagrody zostaną ogłoszone podczas Gali Carbonów, która obędzie się w piątek, 23 marca wieczorem, podczas Festiwalu JachtFilm w Teatrze Ziemi Rybnickiej w Rybniku.
Celem nagród jest popularyzacja żeglarstwa i jego tradycji, uhonorowanie ważnych osiągnięć żeglarskich na Śląsku, kształtowanie i rozwijanie świadomości żeglarskiej i wyróżnienie dokonań w dziedzinie organizacji wydarzeń i wychowania wodnego dzieci i młodzieży.
Oto nominowani w poszczególnych kategoriach:
Naszą najdłuższą, ponad 15 godzinną podróż rozpoczynamy z Puerto Escondido w stanie Oaxaca. Dużo nasłuchaliśmy się wcześniej o tym, że stan Chiapas to niebezpiecznie miejsce. Na bramkach do autokaru wykrywacze metalu. Przed wejściem sprawdzają bagaże podręczne, a gdy wszyscy pasażerowie zajmują swe miejsca, są nagrywani kamerą tuż przed odjazdem. Duże środki ostrożności dają do myślenia. Jednak mimo to na drodze permanentnie nic się nie dzieje i szczęśliwie docieramy do San Cristobal de las Casas.
**Na zaproszenie klubu Góry – Szlaki,**Fundacja 4 Kontynenty uczestniczyła w tegorocznym zlocie klubowym. Wspólną przygodę rozpoczęliśmy w piątkowe popołudnie, 23 lutego 2018. Na zlot, do schroniska SSM Rycerka – Kolonia, przyjechało 60 osób z różnych stron Polski.
„Królik” powitał nas i rozlokował w wieloosobowych pokojach. Ekipa gromadziła się w schronisku do późnego wieczora. Gdy już prawie wszyscy byliśmy na miejscu przyszła pora na górską integrację przy dźwiękach gitary, do późnych godzin wieczornych, a może wczesnych rannych….
Przystanek pierwszy- Zipolite. Największa ostoja współczesnych hippiesów wraz z najsłynniejszą plażą nudystów w Meksyku. Żeby to dotrzeć, z Pochutli należy skorzystać z kolejnego dziwnego transportu- pickupa przystosowanego do przewozu ludzi. Trzęsący, rozklekotany, ale całkiem przewiewny, co w tych upalnych warunkach jest zdecydowanie na miejscu.
Zipolite jest tak małe, że ciężko nawet dostrzeć go na mapie. W 10 minut jesteś na obrzeżu. I koniec. Ludzi tu przybywających podzieliliśmy umownie na dwie grupy.
Do miasta Oaxaca przejeżdżamy z samego rana. Jest dużo przed wschodem słońca. Ponieważ nasz hostel otwarty będzie dopiero od 7, ponad 2 godziny spędzamy na dworcu, aby na wszelki wypadek się nie narażać.
Miasto, przez dni naszego tam pobytu pokazuje nam swoje dwa zupełnie różne oblicza. Pierwsze z nich rozpoczyna się od wschodu słońca. Na ulicę wychodzą normalni ludzie pracy. Tutaj większość obywateli spożywa swoje śniadanie na mieście, dlatego aż roi się od kramów ze śniadaniowym wyszynkiem.
Z lotniska odbierają nas Mauricio i Ana. Historia zbyt długa, żeby ją przytaczać, jednak dzięki mojemu kuzynowi i jego znajomościom tych dwoje wspaniałych ludzi zaproponowało nam gościnę. Obydwoje już nie pracują i przez kolejne dni poświęcają nam praktycznie cały swój czas. Porozumiewamy się w łamanych dwóch językach- hiszpańskim i angielskim. Ale dogadujemy się cudownie. W pierwszy dzień wyruszamy, aby poznać miasto. Jest niedziela, plac centralny pęka w szwach. Tuż przed główną katedrą swe tańce i obrzędy rytualne odprawiają indiańskie grupy artystyczne.
Pod wieczór docieramy do stolicy Jukatanu - Meridy. W sumie miasto, jak każde inne, tylko znacznie większe. Po drodze do centrum, jeszcze siedząc w autobusie, na obrzeżach miasta widzimy kilka miejsc ogrodzonych przez policję. Od razu zastanawiamy się, czy na pewno będzie tu dla nas bezpiecznie.
Mieliśmy mieć hosta z Coachsurfingu. Długie rozmowy zaskutkowały na końcu tym, że nie skorzystamy z gościny Erica. Po pierwsze, nasz niedoszły host nie mógł zdecydować się, czy po nas przyjedzie, czy nie.
**Działo się w tym roku, działo…**na naszym corocznym spotkaniu Fundacji 4 Kontynenty w Istebnej. Podobnie jak w zeszłym roku i w tym, gościł nas Ośrodek Maria. Oficjalnie spotkanie rozpoczęło się ogniskiem w piątek 02 lutego, ale już w czwartek pierwsi amatorzy górskich szlaków i tras narciarskich pojawili się by przygotować miejsca innym. Część osób zdecydowała się przyjechać około południa w piątek tak aby móc wykorzystać jeszcze czas na szaleństwa na stoku narciarskim, a co poniektórzy nawet na górce saneczkowej.
O samym tranzycie niewiele można powiedzieć. Bagaże, o dziwo, doleciały na miejsce. My też. 12 godzin spędzonych na lotnisku w Toronto w większości przespaliśmy. My, znaczy ja, poniewaz Rafal nie potrafi spać w niewygodnych pozyciach.
Po tylu godzinach jazdy, gdy wysiedlismy u celu podróży, każde z nas miało ochotę ucałować meksykańską ziemię obiecaną na podobieństwo papieża.
Do Cancun przybywają tłumy. Codziennie, praktycznie bez przerwy, pasujące samoloty wyrzucają ze swych mechanicznych czeluści tysiące pragnących zażyć luksusu turystów.
Dżungla, dzikie plaże na odludziach, palmy kokosowe, dwa oceany, jedno z najpiękniejszych mórz świata, żółwie, małpy, dzikie węże i nietoperze. Jedzenie jako jedne z nielicznych wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, słynące ze swojego piekielnego temperamentu, zakrapiane mezcalem. Aztekowie, Majowie i cała plejada mniej znanych plemion indiańskich wraz ze strzelistymi piramidami w samym sercu dźungli. I oczywiście, najukochańsza w świecie latynoska " mańana", czyli hołdowanie zasadzie “zrób to jutro”.
To tylko zapowiedź tego, co przed nami.
Ostatnia prosta. Mimo zbliżającego się nieuchronnego końca, sporo jeszcze przed nami. Gdzie wyjechać, żeby znaleźć się na najbrzydszym campingu w Europie? Gdzie znajduje się najbardziej przejrzyste jezioro? Jak zjeść posiłek za śmieszne pieniądze i nie paść z przejedzenia? Jak nie dostać udaru przy 40- stopniowym upale, zdobywając najwyższy szczyt Korabu? Za oknami pełnia zimy, a was zapraszam po raz kolejny i ostatni do lektury zapisków z tegorocznych wakacji. Przenieście się z nami na Słoneczne Bałkany i poczytajcie.
Wyjazd górsko-jogowy to specyficzny wyjazd, ciężko znaleźć grupę ludzi, która zarówno chodzi po górach jak i praktykuje jogę,jak więc to pogodzić?
Trzeba obmyślić taki plan by górołazom jak i joginom obie opcje spędzenia wspólnie weekendu przypadły do gustu. Ekipa jak zawsze była bardzo mieszana, a mimo to, wszystko co zaplanowane zostało zrealizowane, ba nawet sporo ponadto!
W piątek po przyjeździe do PTTK Hotel Górski Kalatówki mieliśmy wspólną**“jogową” integrację**, gdzie poznaliśmy się podczas jogowej zabawy.
Pierwotnie, to miała być moja tradycyjna urodzinowa włóczęga listopadowa, ale w wyniku splotu różnorodnych okoliczności wyszło jak wyszło.
Przy okazji wychodzi i na to, że ludziska przez Święta solidnie się obżarli, bo na hasło zrzucania świątecznych kalorii zebrał się całkiem spory 30-osobowy tłumek.**Początek przygody zaczął się w Rycerce – od razu z przygodami ;-)**Bo niektórzy najpierw pogubili się na drogach dojazdowych pod szlak, a potem na samym szlaku. Koniec końców: wszyscy szczęśliwie dotarli do schroniska na Przegibku.
A miało być tak pięknie….
I było!!! :-)
Przedostatniego dnia ubiegłego roku grupka_nie do końca normalnych ludzi_, dzielnie przemierzyła ciągi komunikacyjne Centralnej Europy, by pod wieczór zacumować przy schronisku Wiechtalhaus, nieopodal Kaiserbrun w Górach Rax. Tam był czas na relaks, nawodnienie organizmów i wieczorek muzyczno-śpiewany w blasku czołówek ;-)
W Alpach z reguły grudniową porą jest śniegu pod dostatkiem. Z reguły. Tym razem trafił się wyjątek, tą regułę potwierdzający. Wybrawszy się więc w sylwestrowy poranek na zwiedzanie Wąwozu Wiechtalklamm,grupka nie do końca normalnych ludzi, przemierzała ową formację skalną w_nie do końca normalnych okolicznościach przyrody_: zasadniczo jesiennych.
Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział „Stary czy masz czas?”. Spontanicznie zorganizowana załoga, trasa Amsterdam – Świnoujście, decyzja podjęta z minuty na minutę. Krótki bilans czasowy i byłem w załodze. Pojechaliśmy.
*W sobotnie popołudnie postawiliśmy pierwsze kroki na 12 metrowym jachcie o nazwie_Gandalf_, jacht, który wyruszy w wielomiesięczną podróż po morzach i oceanach pod banderą Fundacji 4 Kontynenty.Trochę pracy przed nami, więc po kolei, począwszy od wymiany fałów i szotów, skończywszy na doprowadzeniu silnika do stanu używalności, uwinęliśmy się z większością zadań do zmierzchu.
II Śląskie Targi Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR I WODA – 4 Kontynenty i Mariner Yachts na szerokich wodach.
W dniach 10-12 listopada 2017 roku w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach odbyła się druga edycja Śląskich Targów Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR I WODA i oczywiście nie zabrakło na nich i nas. Fundacja 4 Kontynenty była obecna na tej imprezie wraz z Mariner Yachts gdzie było nas słychać, dzięki pięknemu głosowi koleżanki z Mariner Yachts, która przez trzy dni przez mikrofon opowiadała o naszej Fundacji.
Expedition to Lenin Peak in 2017 za nami Tym razem bez zdjęcia ze szczytu!Zabrakło niespełna 1000 metrów!
Pierwszy raz w życiu poczuliśmy ten gorzki smak wycofywania się niemal spod samego celu, nawet nie wiedzieliśmy że w ogóle to potrafimy… a jednak! Tak! Ale tylko dlatego, że w grę wchodziło zdrowie a może i nawet życie Krzyśka i NIE nie była to choroba wysokościowa a zwykła, paskudna jakaś bakteria, która dała efekty jelitowe do tego stopnia, że nawet nie było czasu na zastanawianie się co dalej!
Klub Podróżnika Fundacji 4 Kontynenty oficjalnie otwarty
W piątkowy wieczór 27.10.2017 r. w restauracji „ Stary Młyn” przy ulicy Piłsudskiego 21 nastąpiło pierwsze spotkanie podróżników. W klimatycznej restauracji, której historii nikt nie zna zjechali się podróżnicy z rożnych stron Polski. Największa grupa przyjezdnych osób to członkowie Fundacji 4 Kontynenty, którzy licznie przybyli do Trzebini.
Zacznijmy jednak od początku. Nie wszystko poszło tak jak sobie tego życzyliśmy. Najpierw okazało się, że nie mamy do dyspozycji sprzętu nagłaśniającego i projektora, po prostu ktoś zawalił i postawił Nas przed faktem dokonanym.
To dla mnie zupełnie nowa rzeczywistość. Pierwszy raz bezpośrednio stykamy się z wszechobecnym muzułmanizmem (no dobrze – Władek spotkał się z nim już trochę wcześniej). Miejsce naszych kościołów zajmują strzeliste, chudziutkie wieże meczetów, po kilka razy dziennie wzywające wiernych na modły. Albania dopiero od niedawna otworzyła swe podwoje dla turystów. Tak naprawdę są tu tylko dwa rejony, które zdążyły rozwinąć się w tej branży. Pierwszy z nich to oczywiście rejon wybrzeża.
Wspomnienia Łukasza z rejsu
Chciałbym podziękować Panu Mariuszowi Noworól, fundacji „4 Kontynenty” i wszystkim osobom, które wsparły nasz rejs , aby umożliwić nam udział w ostatnim etapie …. Dzięki Wam mogłem wypłynąć w rejs, o którym zawsze marzyłem. Dziękuję również mojemu Tacie, który popłynął z nami w roli opiekuna. Bez Niego również nie popłynęlibyśmy.
We wtorek wypłynęliśmy ze Świnoujścia na Bornholm. Od samego wypłynięcia czułem, że rejs będzie wspaniały. Wypłynęliśmy około godziny trzynastej.
Czas na podsumowanie akcji„Młodzi żeglarze z Mikołowa czekają na Twoją pomoc” Ada opisuje jakie przygody spotkała na pierwszym w życiu rejsie po morzu. Warto dodać że Ada i Łukasz byli najmłodszymi uczestnikami wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców. Dziękim zebranym środkom wyruszyli na przygodę życia.
RELCJA Z REJSU – ARKTYKA 2017 „ Śladami ginących lodowców” etap Świnoujście – Gdańsk na pokładzie SY Bystrze
Na początku bardzo chcę podziękować Panu Mariusz Noworól z Fundacji 4 Kontynenty za Jego inicjatywę oraz wszystkim życzliwym darczyńcom którzy przyczynili się do tego, że miałam możliwość popłynąć na ten rejs, a tym samym spełnić marzenie o wzięciu udziału w rejsie morskim.
Witam “4 Kontynenty”
Mieszkam w Bytomiu - to taka dziura koło Katowic, jakby kto nie wiedział. Mam na karku piąty krzyżyk, więc już bliżej dołka niż dalej - ale zamierzam jeszcze trochę po tym świecie pochodzić. Na chrzcie mi dali Grzegorz, zaś na kilku górskich forach jestem powszechnie znany pod nickiem “Grochu”. Może tyle tytułem wstępu.
Z górami miałem styczność “od zawsze”, gdyż pochodzę z Ziemi Sądeckiej i od dziecka miałem je przed oczyma.
Cóż można powiedzieć o tym kolejnym na trasie kraju? Z całą pewnością wyróżnia się on najpiękniejszym wybrzeżem. Grecka linia brzegowa biegnie wzdłuż kilku mórz – to pewnie dzięki temu jest taka ciekawa i różnorodna. Jeżeli chcemy spróbować nurkowanie, pamiętajmy, aby wybierać się na plaże kamieniste. Sami przekonacie się, że piasek zwiastuje mało owocne podwodne obserwacje, gdyż najczęściej ryby zwyczajnie nie mają się gdzie ukryć. Swoją bazę zakładamy na mało popularnym campingu „Delfini” na Półwyspie Chalkidiki.
Bułgaria to wspaniały kraj o rozległej linii brzegowej. Można tu kupić wszelkie owoce i warzywa oraz w okazyjnych cenach zjeść frykasy złożone z darów morza. To pewnie jeden z powodów, dla których tak dużo tu naszych rodaków.
Bułgaria daje się poznać od strony mieszkańców, ich nastawienia do turystów i zwyczajów. Pierwsza z obserwacji daje nam do zrozumienia, że dosyć częstym sposobem na życie dla młodych kobiet jest sponsoring. Bogaci panowie w wieku około 60 lat zapoznają dziewczyny dwudziesto – letnie i korzystając z ich walorów, pokazują uroki życia w luksusie.
RUMUNIA
Po wesołej i w miarę zgrabnej przejażdżce z Krakowa, wjeżdżamy do Rumunii. I już widzimy, że to miejsce będzie dla nas magiczne. Drogi dziurawe jak ser szwajcarski i to dodatkowy wygryziony przez wściekle głodne myszy. Prawdopodobnie z tego powodu dalej bardzo popularnym środkiem transportu jest bryczka konna. Rumunia jest piękna w swojej niestety biedzie. Przejeżdżając przez tutejsze wsie ma się wrażenie, że sąsiadujące ze sobą budynki, połączone wspólnymi płotkami, sypną się w całości jak domki z kart lub domino.
Clean up Svalbard 2017
Podczas naszych rejsów na Svalbardzie w ramach wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców nasze załogi biorą udział w akcji Clean up Svalbard 2017. Od lokalnych władz otrzymaliśmy specjalne worki , naszywki i odznaki, które potwierdzają nasz udział w akcji. Otrzymaliśmy zgodę na odwiedzenie wielu niedostępnych rezerwatów na które przeprowadzaliśmy desant. Oprócz czystej nieskazitelnej przyrody, często podczas naszych trekingów wzdłuż wybrzeża spotykaliśmy mnóstwo zalegających na brzegu śmieci. Najczęściej spotykamy reszty sieci rybackich, mnóstwo pasków spinających pp , odpadów w postaci resztek skrzynek LDPE / PP, pływaków z aluminium.
Miło nam poinformować, że po 79 dniach żeglugi Wyprawa Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców na pokładzie Sifu Of Avon dotarła do granicy arktycznego lodu, dalej już była tylko “droga” lodowa na Biegun Północny. Już za niedługo szersza relacja. Przed załogą Fundacji 4 Kontynenty kolejne wyzwanie - opłynąć wokół Spitsbergen, co w tym roku będzie bardzo trudne ze względu na sytuację lodową wschodniej części Spitsbergenu. Zapraszamy do udziału w kolejnych etapach wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców na pokładach Sifu of Avon oraz SY Bystrze
Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców - etap B4 z Trondheim do Bodo
Dla większości załogi s/y Bystrze etapu B4 była to pierwsza wizyta w Norwegii i wizja żeglowania wzdłuż norweskiego wybrzeża stanowiła dodatkową atrakcję.
Zaokrętowaliśmy się na s/y Bystrze w Trondheim w porcie “Skansen” - pomimo tej ciekawej nazwy sam port nie przypominał muzealnego obiektu - wszystko było funkcjonalne i w miarę nowoczesne. Po uzupełnieniu żywności przywiezionej z Polski o dodatkowe produkty wypłynęliśmy z Trondheim na północ.
Matterhorn już za nami, piękna choć trudna góra, wspaniałe wspomnienia i zdjęcia, nowe doświadczenia! Przed nami Pik Lenina, nasz pierwszy wspólny siedmiotysięcznik! :)
Expedition to Lenin Peak in 2017
Pik Lenina w górach Pamir 7134 m n.p.m (22.07.2017-15.08.2017)
Prezentacja oficjalnego prezentacja oficjalnego logo wyprawy
Program wyprawy:
Dzień 1: Wyjazd z Polski Przelot do Biszkeku.ew przedostanie się prosto do Osz.
Dzień 2: Załatwienie formalności, zaopatrzenie w żywność i gaz.
Dzień 3: Ługowa Polana 3800m Przedostanie się do Ługowej Polany.
KATTEGAT I SKAGERRAK czyli o tym, jak fajnie mieć przyjaciół.
**Maciek i Natalia musieli niestety opuścić nas w Göteborgu.**Czułem, że jeszcze chętnie płynęli by z nami dalej i dalej, ale wszystko kiedyś się musi skończyć – urlop też.
Z żalem oddali nam cumy w Lilla Bommens, a my ruszyliśmy w najdłuższy przelot drugiego etapu w kameralnym składzie: Heniu z Andrzejem i Sebą na „Bystrzu” i Paweł ze mną na „Sifu”. Płynąc w dół rzeką Gota ułożyliśmy plan żeglugi na najbliższe dwie doby.
Rowerem na żagle - Rajd rowerowy Kraków - TrzebiniaNiestety, nasz piękny, aktywny i jakże długo wyczekiwany weekend jest już za nami.
Było wesoło, integracja i bardzo aktywnie jak to u nas zwykle bywa . Sporo pięknych planów związanych ze wspólnym wyjazdem i wszystko udało się w pełni zrealizować: wieczorne ogniska z pieczeniem kiełbasek i śpiewami, sobotnie żeglowanie a chwilę po tym nauka salsy i bachaty, niedzielny rekreacyjny rajd rowerowy z Krakowa do Trzebini.
Po raz kolejny mam przyjemność zrelacjonować Wam przebieg naszej ostatniej wyprawy. Tym razem obracający się dookoła glob wytyczył nam nowy kierunek. Nieuchwytny Koniec Świata można było zobaczyć na własne oczy na wodach Bałtyku. Wiedzeni doskonale opracowanym planem, jako pierwszy znaczący cel całej armady pod banderą 4 Kontynenty, obraliśmy Bornholm. A cóż stało się po drodze, z jakimi sztormami mieliśmy się zmierzyć, i czy ziściły się nasze plany… o tym – przeczytajcie.
**Fiku Miku po Bałtyku – Majówka 2017 Fundacji 4 Kontynenty i start wyprawy Arktyka 2017– śladami ginących lodowców**
To już druga edycja majówkowego rejsu po Bałtyku organizowana przez Fundację 4 Kontynenty. Pierwsza odbyła się w 2016 roku. Wzięło w niej udział 70 osób. Tym razem grono się powiększyło do 90. A i okazja trochę się zmieniła. Razem z majówką ruszyła wyprawa naArktykę pod tytułem Arktyka 2017 – Śladami Ginących Lodowców oraz Arktyka 2017 – Nordkapp.
Z największą przyjemnością informujemy, że firma TEEKANNE została Partnerem naszej wyprawy. TEEKANNE jest producentem bardzo smacznych herbat i postanowiło wesprzeć wyprawę Arktyka 2017 ofiarowując nam i wszystkim uczestnikom wyprawy zapas 6 tys. sztuk. Dzięki temu na naszych obu wyprawowych jachtach, na każdym z 29 etapów będziemy mogli każdego dnia delektować się smakiem pysznych herbat (czarnych, earl grey, owocowych) wśród przepięknych norweskich fiordów, Lofotów oraz rozgrzewać zmarznięte ciała wśród lodów Arktyki.
**Weekend 8-9 kwietnia przeszedł już do historii,**historii która pewnie na długo zostanie w naszej pamięci i którą będziemy jeszcze niejednym znajomym opowiadać. Sobotni plan zdobycia Czerwonych Wierchów nie wypalił, dlaczego? Dlatego, że dla nas o wiele ważniejsze od tych szczytów w tym momencie było nasze bezpieczeństwo, zdrowie i życie. Niestety już w piątek przed wyjazdem sprawdzając warunki w naszych ukochanych Tatrach na stronie TOPR ogłoszono trzeci stopień zagrożenia lawinowego co jednoznacznie oznaczało, ze nigdzie w wyższe partie gór nie wyjdziemy.
Wyprawa Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowcówzostała objęta patronatem Honorowym Burmistrza Miasta Trzebini p. Adama Adamczyk.
Miasto Trzebinia obchodzi w tym roku jubileusz 200 lecia nadania praw miejskich
Datę nadania Trzebini praw miejskichpotwierdza zapis w księdze uchwał Senatu Wolnego Miasta Krakowa, datowany na 6 września 1817 roku:„Uchwalono przywilej wynoszący kolonię Trzebini do rzędu miasteczek w należnej formie wydać, zapłaty stempla w kwocie złotych polskich sto dwadzieścia pięć. Wydziałowi Spraw Wewnętrznych polecić wezwanie dziedzica do złożenia planu, wedle którego dom urzędnika miejscowej policji chce wystawić i przedstawienia ukwalifikowanego kandydata na zastępcę wójta; zaprowadzenie administracji i targowego i jarmarcznego, tudzież przypisanie taryfy tego poboru na wzór taryfy miasteczka Nowy Górze udzielanej; razem zalecenie inspektorowi dróg i mostów, ażeby plan drogi murowanej przez dziedzica zrobić się mającej przygotował.
Był taki czas, gdy w Polsce jachty były tylko klubowe, a dalekie rejsy nieliczne, gdyż paszport, po wielu wysiłkach, otrzymywało się tylko na czas określonego wyjazdu. Nie było wtedy telefonów komórkowych, gps, na stole nawigacyjnym królowało radio tranzystorowe do odbioru prognoz pogody. Posiadanie większej ilości jakiejkolwiek waluty wymienialnej było rzadkie i nielegalne, więc nawet wysłanie pocztówki z zagranicznego portu stawało się znaczącym wydatkiem. Był na to sposób- korespondencja ze stemplem „ poczta otwartego morza” oraz z pamiątkowym stemplem jachtu mogła być wysyłana z całego świata ze znaczkiem kraju bandery jachtu bez jakichkolwiek dodatkowych opłat.
Targi Wiatr i Woda 2017 w Warszawie za nami.
Możemy dziś podsumować targi, które naszym zdaniem powinny zmienić nazwę na Woda i Motorówki. Już na wejściu witały nas wielkie motorowe monstra, które mają swoich sympatyków, jednak nie w naszych osobach. Kolorowe łodzie motorowe prawie w całości wypełniały największą halę targów.W dwóch pozostałych halach zobaczyć można było zaledwie kilka jachtów żaglowych i bazar żeglarski.
Ale to właśnie targi Wiatr i Woda w Warszawie mają chyba największą magię i spotyka się na nich cały „wodny świat”.
Jest to relacja Anii, będącej oficerem na rejsie 4 Kontynenty: Gdańsk - Kopenhaga - Goteborg - Oslo - Skagen, który odbył się w dniach 28.08 - 10.09.2016 r. Kapitanem jachtu był MR
Znacie to uczucie, kiedy podejmujecie nowe wyzwanie, kiedy czekacie na ten kolejny przypływ adrenaliny we krwi, kiedy chcecie kolejny raz zmierzyć się sami ze sobą? Tak właśnie było ze mną i pierwszym długim rejsem. Podróżuję od wielu lat, ale świat zawsze odkrywałam drogą lądową.
Fundacja 4 Kontynenty dziś obchodzi pierwszy rok swojej działalności. Za nami wiele ciekawych wydarzeń, które mogliśmy przeżyć razem. Jest to wyjątkowa okazja aby zaprezentować oficjalne logo naszej wspólnej wyprawy Arktyka 2017 Śladami Ginących Lodowców, na pokładach dwóch jachtów SY Sifu of Avon i SY Bystrze.Poznajcie sympatycznego misia z dalekiej Arktyki, którego poprzez Cieśniny Duńskie, Fiordy i Lofoty Norwegii popłyniemy odwiedzić. Sprawdzimy jak daleko sięga granica lodu, czy jeszcze istnieje?. Dołącz do Nas, napiszmy razem nowe karty polskiego żeglarstwa.
Poprzez białe drogi z mrozem za pan brat.Pędzą nasze sanie szybkie niby wiatr.Biegnij koniu, wrony przez uśpiony lasMy wieziemy świerk zielony i śpiewamy takPada śnieg, pada śniegDzwonią dzwonki sań.Co za radość gdy saniami tak można jechać w dal ………..Tym razem spotykamy się w Istebnejgdzie pomkniemy saniami, narciarskimi stokami, napędzeni marzeniami. Przychodzi czas by znowu spotkać wszystkich Was, spędzić chwile radosne podsumować nasze wspólne osiągnięcia i zaplanować kolejne przedsięwzięcia.Zabawa karnawałowajest przed nami więc też postukamy stopami.
Pośród słodowieckich bloków, nieopodal wysokiej na kilka metrów bariery dźwiękoszczelnej przy trasie S8 zagnieździła się najprawdziwsza tawerna, gdzie, jak sami właściciele sami piszą, „szanty, folk, rock, blues, jazz…”. Gdzie można a nawet i „trzeba śpiewać i tańczyć (nikt tutaj nie obrazi się za tańce na ławach!). Można „drzeć ryja” nie zapominając o chwili zadumy.
Tym razem w karnawałowej atmosferze w „Pirackim Gnieździe” w Warszawie bawiła się reprezentacja Fundacji 4 Kontynenty ….
„Napisać artykuł” – długo zastanawiałam się, co to może znaczyć. O czym opowiedzieć, i co Wy – Drodzy Czytelnicy chcielibyście przeczytać, żeby nie marnować swego cennego czasu? Jak na papier przelać miesiąc spełnionych marzeń, zwrotu akcji w życiu i wreszcie, po tylu latach – odnalezienie siebie i swojego ja. Nie wiem do końca jeszcze, co znaczy „napisać artykuł”, ale skoro już zaczęliście, to – poczytajcie.
„Koniec Świata na Byle Czym”, czyli „Romki na Końcu Świata”
Rejs Sylwestrowo - Noworoczny Grecja 2016 / 2017 Najlepszy rejs na jakim byłam, pełen ciekawych doświadczeń - pływanie w sztormie i najbardziej zgrana załoga SY Milos z Kapitanem Mariuszem. Parę słów o tym jak było na rejsie.
Ateny przywitały nas śniegiem i silnym wiatrem. Chociaż każdy myślał że będzie ok 15 stopni na plusie. Spędziliśmy tam dodatkową noc, którą przeznaczyliśmy na integrację z innymi załogami oraz robienie tostów na jachcie o 6:40 rano.
Obiecałam, słowa dotrzymuję! Tym razem nieco inaczej niż zwykle, naszym celem jest dojście do Terinki i INTEGRACJA :) Lubimy wszystkie wspólne wyjazdy i zawsze świetnie się bawimy, więc i teraz będzie FANTASTYCZNIE! Kto chodzi po Tatrach od strony słowackiej, ten wie że Słowacy zamykaja swoje szlaki na okres zimowy i mozna sie tam poruszać tylko w drodze do wysokości schronisk i z powrotem. Jeśli warunki śniegowe nam pozwolą to wraz z Krzyśkiem przeprowadzimy szkolenie na którym będziemy uczyć Was poprawnego hamowania czekanem podczas niespodziewanych upadków (poślizgu) .
Grupa 4 Kontynenty nieprzerwanie się rozwija! W związku z tym, że poznaliśmy już tylu ciekawych i fajntastycznych ludzi, jakiś czas temu nasunęło mi się pytanie “Dlaczego nie spędzić wspólnie Sylwestra”? W związku z tym pragnę serdecznie zaprosić Was na cudowną kilku dniową zabawę.
Gdzie: Bieszczady, Wetlina, Schronisko PTTK Wetlina. Kiedy: przyjazd w piątek 30.12.2016 r., wyjazd poniedziałek 02.01.2017 r. Ilość osób: 30. Zakwaterowanie: budynek główny, pokoje 5-osobowe. Wyżywienie: śniadanie oraz obiadokolacja.
W grudniowy, piątkowy wieczórzgrany zespól Fundacji 4 Kontynenty zebrał się w Krakowskiej Tawernie- Starym Porcie, który jest jednym z naszych ulubionych żeglarskich miejsc w końcu to jaskinia żeglarstwa. Celem naszego spotkania był koncert zaprzyjaźnionego zespołu Z Dala od Zgiełku. Od osiemnastej do dwudziestej czas spędziliśmy na wspólnych rozmowach i żartach. Punkt dwudziesta rozpoczął się koncert. Na początku jeszcze z pewną nieśmiałością ludzie z lekka kołysali się siedząc na ławeczkach, ale żeglarskie, wesołe dźwięki dosyć szybko co poniektórych podniosły z miejsc siedzących i zaczęło się hulanie.
Już od samego początku, wjeżdżając do miasta, przekonaliśmy się, że nie jest to mała nadmorska mieścina wepchana pomiędzy ośnieżone szczyty. To spore miasto z własnym przemysłem oraz miejsce przeładunkowe dla transportu morskiego. Miasto, z racji jego odosobnienia praktycznie samowystarczalne. Na przystanku rozstajemy się z naszymi kompanami - Anią i Andresem. Ich plan obejmuje pozostanie to w hostelu na 2 dni, a następnie w ekspresowym tempie 10 dni - dotarcie drogą lądową do Buenos Aires.
Prosto z naszego poprzedniego przystanku przenosimy się do Punta Arenas. Miasto jest znacznie większe, niż poprzednie, zabudowa (nie licząc hoteli) sięga nawet drugiego piętra. Nasza 4 - osobowa ekipa spędzi tu dwie noce. Hostel, który wytargował nam nasz kolumbijczyk jest niezwykle domowy i na prawdę czujemy tutaj egzotykę Chile.
W sobotę, pierwszy dzień pobytu, zapewniamy sobie wycieczkę do pobliskiej kolonii pingwinów. Wyspa Magdaleny jest jedną z największych (ponad 60 tys.) kolonii tych ptaków.
Jeżeli zamierzacie odwiedzić park Torres del Paine, musicie od razu zdecydować się na konkretny termin oraz wybrać jedną z dwóch tras. Krótsza z nich, to przejście ok. 50 km i zaliczenie kilku najważniejszych punktów w górach, zajmuje ok 5 dni. Dłuższa, to ok. 100 km wokół całego parku, zajmuje 10 dni. Dla naszej czwórki została jedynie specjalna trasa, czyli dwa dni noclegu na jedynym dostępnym kempingu z wolnymi miejscami. Nie marudząc wzięliśmy, co było nam dane.
Po wyjątkowo komfortowej podróży dotarliśmy do Rio Gallegos i stamtąd do El Calafate. Miejsce bardzo turystyczne, baza wypadowa do El Chalten.
Podczas niekończących się podróży oglądamy zmieniający się krajobraz. Jak dotrzecie do Patagonii, sami się przekonacie, że wszystko wygląda tu inaczej. Jest prawie pustynnie, z niewielkimi suchymi krzaczkami pojawiającymi się to tu, to tam. W tle majaczą Andy. Po niekończących się równinach snują się setki lamowatych guanako i strusiowatych nandu. Kości tych, którym nie dane było ujrzeć jutra bieleją w palącym słońcu.
Kolejny przystanek na drodze. Puerto Madryn. Miasto od setek lat żyjące dzięki obecności wielorybów. Jednak jakże bardzo zmieniło się podejście do tych legendarnych ssaków.
Do 19 wieku polowano tu na wszelkie morskie stworzenia- wieloryby, lwy i słonie morskie oraz foki. Ze wszystkiego wytapiano tłuszcz, służący potem jako paliwo. Ze względu na to Puerto Madryn było jednym głównych portów przeładunkowych tamtych czasów.
Co teraz? Zakaz połowu i ochrona ssaków morskich spowodowały… ogromny rozrost turystyki.
Pan Stanisław i Pani Eduarda to małżeństwo polonijne mieszkające tu od ponad 50 lat. Zgotowali nam wręcz królewskie przyjęcie, pokazując swoje okolice przez 3 dni.
Obydwoje są patriotami: tworzą zgromadzenia Polonii Argentyńskiej, interesują się historią i aktualnościami naszego kraju. Obydwoje wyjechali z kraju jako dzieci.
Mar del Plata żyje głównie z turystyki i rybołówstwa. Poza sezonem większość nadmorskich apartamentów stoi pusta. Prócz kosztownych siedzib na czas wakacyjny, dla lepszego sampoczucia(bądź też z innych bliżej mi niezrozumiałych powodów) w dobrym tonie jest wynająć jedna z tysięcy budek na plaży (zdjęcie poniżej).
Ostatnia moja relacja zakończyła się na nieudanej próbie porozumienia z obsługą lotniska w Sao Paulo. Nie do końca rozumiejąc, zdecydowaliśmy się przesiedziec całe 8 godzin na miejscu. Prawdopodobnie aby wyjść poza terminal należało w specjalny sposób przedstawić się policji na zewnątrz i chyba coś zapłacić. Niechęć do Brazylii za brak możliwości wyjścia oraz niezwykle wysokie ceny towarzyszyła nam przez cały okres oczekiwania. W końcu wsiedliśmy do samolotu i po trwających wieczność 2 godzinach (podczas których nie opuszczała nas świadomość rychłej śmierci spowodowanej stanem technicznym maszyny) dotarliśmy.
Listopad na Bałtyku – to duża niewiadoma. Raczej należy spodziewać się trudnych warunków i zimna. Zebrała się jednak grupka „wariatów”, którzy postanowili zmierzyć się z przeciwnościami i skosztować osławionego niedźwiedziego mięsa. 2 dziewczyny: Aga i Hania, panowie: Maciek, Paweł, Zbyszek oraz József – Węgier z Budapesztu. No i ja, jako kapitan całej imprezy.
Tydzień przed nami w podobny rejs wybrała się również ekipa 4kontynenty, pod komendą kapitana Marka Kapołki, z Mariuszem na pokładzie oraz innymi szaleńcami.
Girona - miasto otoczone kamiennymi murami miejskimi, z dostojną katedrą w samym sercu. Urocze zakamarki, place oraz tradycyjne wąziutkie ulice, w których nie zmieści się dwójką ludzi pokaźnych rozmiarów. Palmy, wszędobylski (kwitnący obecnie) rozmaryn oraz kaktusy o kształcie gigantycznych pająków. To właśnie tu przyszło nam zacząć.
Strzałem w dziesiątkę okazało się skorzystanie z couchsurfingu (dla niewtajemniczonych, to portal zbierający ludzi, którzy chcą gościć podróżników w swoim domu). Po raz pierwszy korzystaliśmy z jego możliwości.
Nazywam się Aśka Romek i będę Waszym nawigatorem po projekcie trekkingowym po Argentynie. Odkąd sięgam pamięcią podróże i zwiedzanie wszystkiego, co nieznane leżało w mojej naturze. Dużą część wolnego czasu poświęcam na żeglowanie i oglądanie miejsc, gdzie mnie jeszcze nie było. Wraz z moim mężem, Rafałem, staramy się uprawiać aktywną turystykę, stronimy od wszelkich „last minutów”, wygórowanych hoteli, wszelkiego lansu i przepychu. Przy dużym zaangażowaniu planujemy nasze wypady tak, by poznać nowe miejsca od strony kultury, kuchni oraz szczególnie przyrody.
“Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej”
Siedzisz na sofie przeglądając kolejne strony atlasu nabierasz ochoty do podróży. Myśli sprawiają, że zastanawiasz się jak wyruszyć w świat mając parę groszy. Cokolwiek robisz powstaje bariera, kolejne problemy sprawiają że marzenia odkładasz na półkę i zamykają się jak kolejna opowieść. Opowieści mają to do siebie, że powracają niepostrzeżenie i znowu pobudzają fantazję. Spotykasz ludzi podobnych do siebie, niewiele się różniących się od Ciebie.
Nastał taki czas, że trzeba zrobić coś ze swoim życiem. Najwyższy czas wyjść ze swojej strefy komfortu, pozostawić codzienność i… wyjechać na Koniec Świata. Czy to kryzys wieku średniego? Być może, jednak kimże bym była, gdybym mimo wszystko nie zaryzykowała i nie spróbowała… Do dzieła więc!!!
Na początku warto się przedstawić. Nazywam się Aśka Romek i pewnego dnia wpadł mi do głowy pomysł, aby pojechać na Koniec Świata. Dlaczego tam? Powodów jest wiele.
Coś dla duszy… a co? Spokój, zabawa, przyjaźń, integracja, widoooookiiii, piękne widoki ukochanych Tatr!!!
Dla ciała… hmm? No bo przecież ruch to zdrowie, nasze ciało kocha gdy je rozpieszczamy zdrowo się ruszając i dając mu porządną dawkę energii, gdy dotleniamy nasze płuca napełniając je świeżym, górskim powietrzem… ehhh długo by tak można….
Wreszcie spadł śnieg a w Tatrach bajecznie, biało ale i bardziej niebezpiecznie, z tego ostatniego względu proponuję trekking po cudnie ośnieżonych Czerwonych Wierchach.
Celem blogu jest propagowanie naszych działań, pomysłów, marzeń. Zamierzamy w nim opisywać również to co myślimy, robimy i planujemy - a także poruszać tematy związane z żeglarstwem, górami, podróżami …
Zapraszamy wszystkie osoby do włączenia się w komentowanie pojawiających się wpisów, chcemy, aby nasz blog żył. Osoby związane z naszą fundacją, mające ochotę współtworzyć blog, pisać własne teksty - proszone są o kontakt na adres:* *fundacja@4kontynenty.p**l
Żagle Z Olką W YC Opty noc pełna gwiazd
W drodze do domu.
Wczesnym rankiem 07.10.2016 r. Marcin Grabias odbiera busa w Krakowie i wyruszamy w kierunku Lipawa gdzie oczekuje na nas jacht SY Chiron 2. Po drodze zbieramy kolejnych członków załogi z naszego deku jak i z zaprzyjaźnionego SY Wołodyjowski. Mijając korki w Warszawie kierujemy się ku granicy z Litwą. Jest już ciemno i późna noc. Mamy spory zapas czasowy, nocna runda przez centrum Kowna sprawia, że nasze chęci do żeglugi coraz to bardziej rosną.
**Piątkowa gonitwa w robocie,**by jak najszybciej skończyć i wreszcie śmignąć w górki. Prawo Murphy’ego ( “jak coś się może zepsuć, to popsuje się na pewno” ) jest jednak niezawodne, toteż ostatecznie udało się ruszyć dopiero ok. 19.00. Odleciały więc w dal marzenia o sutych zakupach w słowackim sklepie ( czynne do 21.00 ), wykorzystaliśmy ostatnią deskę ratunku w postaci stacji paliw. No! Przynajmniej z pragnienia nie umrzemy ;-) Do Stefanovej obie załogi ( śląska i krakowska ) dotarły w zbliżonym czasie ok.
**14 sierpień 2016 o godz.13 - spełnione marzenie!**Dla Arka, mimo że bez niego to jednak z nim…
Matterhorn … ta góra już od wielu lat nas fascynowała, piękna, dostojna i taka nieosiągalna!!!
Jak to się zaczęło?
Po opublikowaniu na youtubie naszego filmu z wejścia na Elbrus napisał do nas Arek, chłopak który kochał góry tak samo jak my. Miał wiele górskich planów, chciał zdobyć i ten szczyt . W tej sprawie się właśnie z nami skontaktował, popytał o szczegóły przygotowania wyprawy , w późniejszym czasie zaprzyjaźniliśmy się z nim, spotykaliśmy się na festiwalach filmów górskich, na kawę, zwyczajnie na pogaduchy.
Od lipca trwa wyprawa s/y „Bystrze” dookoła Wielkiej Brytanii. Właśnie rozpoczyna się ostatni etap rejsu. Żeglarze Fundacji 4 Kontynenty zmierzają w kierunku Londynu.
Od początku sierpnia jesteśmy już po irlandzkiej stronie Wysp. Urzekająca wyspa Man sprawiła, że kilkudniowy postój techniczny nikogo nie zmartwił. Zdobyliśmy najwyższą górę, odwiedziliśmy wszystkie krańce wyspy z malowniczą Calf of Man na południu i Maughold Head na północy.
Wraz z nadejściem dobrej wyżowej pogody, ruszyliśmy dalej na południe.
Góry Stołowe to masyw górski w Sudetach Środkowych na pograniczu polsko – czeskim. Zbudowane są z piaskowców, o rzadko spotykanej strukturze płytowej. Mają 30 mln lat. I są najmłodszymi górami w Polsce
Hasło „Góry Stołowe” pojawiło się krótko po wyprawie do Wąwozu Homole. Krzysztof Zdechlik to hasło rzucił. Ja podchwyciłem i zaczęliśmy dzielić się tym pomysłem z innymi członkami Fundacji 4 Kontynenty. Od słów trzeba było przejść do czynów. Krzysiu opracował trasę, zarezerwował 20 miejsc w schronisku „Pasterka” i udostępnił wydarzenie na Facebooku w grupie 4 Kontynenty.
Szukamy osób z DOŚWIADCZENIEM , DOBRĄ KONDYCJĄ, I DUŻĄ ODPORNOŚCIĄ FIZYCZNĄ I PSYCHICZNĄ, na wyprawę na jedną z najpiękniejszych gór świata!. Każdy wspinacz zna tę górę i wie, że to już nie przelewki więc wyżej wymienione cechy obowiązkowo powinien posiadać by się z nami wybrać! Termin podany w wydarzeniu jest tylko czysto orientacyjny, ponieważ i tak wszystko będzie zależało od pogody, wiemy jednak, że planujemy atakować tę górę na przełomie lipca/sierpnia.
Kiedy wstajesz rano i za oknem pada deszcz, zakładasz plecak i ruszasz przed siebie…… Tak w deszczowy niedzielny poranek Krzysztof Zdechlik wyciągnął nas na Skrzyczne. Lało, lało, aż w końcu słońce wyszło i towarzyszyło nam do końca dnia.Krótki, siedemnastokilometrowy trekking zakończyliśmy w centrum Szczyrku, gdzie czekały zaparkowane rydwany, które odwiozły nas do domu.
Żądni nowych przygód spotykamy się w Karłowie na parkingu pod Szczelincem o godzinie 19. Tam zostawiamy nasze autka i maszerujemy do schroniska na Pasterce (czas przejścia ok 1 godz). Tam czekać będą na nas pokoiki, ciepły prysznic, oraz możliwość dokupienia dobrego jadła i napitków. No i oczywiście jak zwykle będziemy się integrować. W sobotę około godziny 9 ruszamy w trasę. Idziemy szlakiem żółtym w kierunku Szczelinca Wielkiego. Na szczycie zwiedzamy rezerwat, delektujemy się pięknymi widokami, nie zapominamy o sweet fociach i po krótkim wypoczynku maszerujemy dalej.
To był niezły spontan, szybka decyzja…. gdy zadzwoniła Ola z zapytaniem czy mielibyśmy z Krzyśkiem ochotę zdobyć najwyższy szczyt Austrii i Tyrolu Grossglockner (3798m) to od razu wiedziałam, że mam chęć pojechać> Krzyśka również nie musiałam do tego przekonywać. Stwierdziliśmy, że potraktujemy tę wyprawę jako rozgrzewkę przed Matterhornem. Było tylko wahanie, którą drogą iść, ponieważ Ola i Paweł chcieli pójść lodowcem, a nam po głowie początkowo chodziła grań. Stwierdziliśmy, że zobaczymy na miejscu jakie będą warunki i wtedy zdecydujemy.
Dni Morza – jedna z licznych imprez o tematyce żeglarskiej, lecz niepowtarzalna i wyjątkowa w swoim rodzaju. W tym roku Dni Morza odbyły się od 10 do 12 czerwca, ale niektóre jachty przybyły do Szczecina jeszcze wcześniej. Wały Chrobrego przeżywały prawdziwe oblężenie. Podczas weekendu podziwiać można było takie jednostki jak Dar Młodzieży, Fryderyk Chopin, Baltic Beauty, Kapitan Borchardt, Zawisza Czarny, ORP Iskra oraz wiele, wiele innych. Dla chętnych odbywały się 2-godzinne rejsy po Odrze na niektórych żaglowcach.
Słonko, radość, śmiech i zabawa! Tak najtrafniej, w kilku słowach można określić nasz weekend. Było wesoło! Dwa wspaniałe dni, które jeszcze bardziej nas zintegrowały. Nie przemęczaliśmy się za bardzo_:D_W sobotę było nas pełno we Wąwozie Homole, a w niedziele poszerzyliśmy naszą ekspansję o Sokolicę. Cóż, kto nie był może tylko żałować
Wcześnie rano 26.05.2016 wsiadam w pociąg w Tychach i z przesiadką w Katowicach jadę do Częstochowy. Tak zaczęła się moja dwudniowa rowerowa przygoda “Szlakiem Orlich Gniazd”.
W Częstochowie przed dworcem spotkanie i ruszamy na trasę.Ekipę prowadzi Marcin Mucha z Fundacji 4 Kontynentów, która jest organizatorem rajdu. Pierwszy dzień pochmurny, ale nie pada mimo naszych obaw. Trasa początkowo biegnie drogami asfaltowymi, ale za Olsztynem zaczynają się piachy i korzenie, są też polne drogi.
4 Kontynenty wyruszają pod koniec maja w rejs śladami wikingów na 11 metrowym jachcie Bystrze. Po dotarciu jachtu do Stavanger (14 czerwca), grupa dziewięciu śmiałków po zaształowaniu swoich rzeczy wypłynie na fiordoprzygodę eksplorując Morze Północne. Mamy 170 godzin, by zapomnieć o zgiełku pędzących dni, a jedynym dźwiękiem, który będzie rozpraszał nasze myśli, będzie mamy nadzieję łoskot wodospadów mijanych na trawersach.
Pod czujnym okiem kapitana Maćka Mickiewicza „wyprawą” dowodzić będzie Kasia Piecha - dziewczyna żywioł, chodzący uśmiech, ogromne serce i przede wszystkim żeglarka na maksa.
Z dala od zgiełku. Gdzie w Krakowie - jeśli nie w Starym Porcie spotykają się żeglarze spragnieni morza?
W tęsknocie za żaglami wypełnionymi wiatrem pozostaje muzyka i zabawa w gronie przyjaciół. Szanty, zabawy, rozmowy - radość ze wspólnego spotkania oraz snucie wielkich planów nad kuflem piwa.
Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę.
MR
Foto Rafał Meteor
ROWEREM NA ŻAGLE - z takim hasłem grupa 4 Kontynenty wystartowała w rajdzie rekreacyjnym organizowanym przez UM Trzebinia, kończąc swój udział nad zalewem Chechło w YC Bezan pod żaglami, ogniskiem szantami i szeroko pojętą integracją. To w YC Bezan wielu z nas w tym roku postawiło pierwsze w swoim życiu kroki na żaglach, była też okazja by starzy wyjadacze żagli przypomnieli sobie teorię żeglowania i przygotowanie na morską majówkę z Fundacją 4 Kontynenty.
To był NASZ weekend! Długo wyczekiwany i utęskniony, w gestej i białej jak mleko mgle, ciężkich i jeszcze zimowych warunkach, z kłującym po twarzy spadającym, zmrożonym śniegiem, ulewnym deszczem i wiatrem tak hulającym, że sam pchał w przód iz miało się wrażenie unoszenia w powietrzu… A jednak…. jednak był to piękny czas, cudownie spędzonych tych kilku dni razem, z ekipą poszerzających się o uczestników i przyjaciół 4 Kontynentów! Rośniemy w siłę, ilość i jakość!
Magura Małostowska - Beskid Niski - ponad 50 km pieszo, w niespełna dwa dni!!!
Pomimo niesprzyjającej pogody nasz cel został osiągnięty! Po długiej, pieszej wędrówce, 4Kontynenty zacumowały w sobotę w schronisku na Magurze Małostowskiej! Nieduże, sympatyczne schronisko utrzymane jest w nietypowym stylu bacówki beskidzkiej. Stoi na skraju niewielkiej polanki i służy turystom od lat 50. XXw. Przez długi czas było jedynym schroniskiem górskim w całym Beskidzie Niskim. Jak zwykle, nie obyło się bez licznych przygód!
W dniu 6 kwietnia 2016 r. w Radio Katowice odbyła się audycja, której tematem były plany, działania i marzenia naszej Fundacji oraz ludzi z nią związanych. Było sporo o tym kim jesteśmy, co udało się nam zrobić do tej pory oraz o naszych planach - tych najbliższych i tych trochę odleglejszych.
Fundację 4 Kontynenty reprezentowali: Aneta Kaniut, Katarzyna Jugo, Dominika Pacocha, Piotrek Dumanowski i Mariusz Noworól
Turbacz najwyższy szczyt Gorców. Jego wysokość to 1310 m npm. Niektóre źródła podają nawet 1314 m npm. Z tarasu widokowego schroniska znajdującego się pod Turbaczem rozpościera się przepiękna panorama Tatr. Szczególnej urody o świcie. I z takimi wiadomościami ekipa z Fundacji 4 Kontynenty w dniu 12 marca, meldowała się z samego rana w Rabce. By zdobywać kolejne szczyty, by realizować swoje marzenia.
Przywitała nas dżdżysta pogoda. No cóż ranki, a szczególnie w górach takie mogą być.
Istebna - malownicza miejscowość w Beskidzie Śląskim, to tutaj miało miejsce nasze kolejne zimowe spotkanie które zorganizował kpt. Zbigniew Marek. Naszym domem stała się na kilka dni Willa Sofia w Istebnej, gdzie wspólnie z członkami grupy 4 kontynenty spędzaliśmy czas na biesiadzie i szantach. Wieczorny kulig sprawił radość wielu osobom, odkryliśmy gdzie mieszka zima! Najbardziej cieszyły się dzieci :)) Miło było patrzeć jak ochoczo rzucają śnieżkami czy pieką kiełbasy w bacówce : Kwaśnica pobudza do działań ….
Z 4 kierunków Polski, pod gwiaździstym niebem Tatr, kierując się w stronę schroniska Ornak. Tak zaczęło się dnia 5 lutego 2016 nasze kolejne spotkanie z górami. Tym razem naszym celem był szczyt Ciemniak 2096 m n.p.m. Pogoda znowu nam dopisała, Tatry po raz kolejny ukazały swój zimowy urok. Szlak na Ciemniak wymagał od nas dużego wysiłku ze względu na zalegający śnieg i licznie kryjące się pod śniegiem oblodzenia. Razem krok po kroku, minuta po minucie osiągnęliśmy swój cel.